Cytaty:

"Papa materialiter tantum, sed non formaliter" (Papież tylko materialnie, lecz nie formalnie)

J.E. ks. bp Guerard des Lauriers



"Papież posiada asystencję Ducha Świętego przy ogłaszaniu dogmatów i zasad moralnych oraz ustalaniu norm liturgicznych oraz zasad karności duszpasterskiej. Dlatego, że jest nie do pomyślenia, aby Chrystus mógł głosić te błędy lub ustalać takie grzeszne normy dyscyplinarne, to tak samo jest także nie do pomyślenia, by asystencja, jaką przez Ducha Świętego otacza On Kościół mogła zezwolić na dokonywanie podobnych rzeczy. A zatem fakt, iż papieże Vaticanum II dopuścili się takich postępków jest pewnym znakiem, że nie posiadają oni autorytetu władzy Chrystusa. Nauki Vaticanum II, jak też mające w nim źródło reformy, są sprzeczne z Wiarą i zgubne dla naszego zbawienia wiecznego. A ponieważ Kościół jest zarówno wolny od błędu jak i nieomylny, to nie może dawać wiernym doktryn, praw, liturgii i dyscypliny sprzecznych z Wiarą i zgubnych dla naszego wiecznego zbawienia. A zatem musimy dojść do wniosku, że zarówno ten sobór jak i jego reformy nie pochodzą od Kościoła, tj. od Ducha Świętego, ale są wynikiem złowrogiej infiltracji, jaka dotknęła Kościół. Z powyższego wynika, że ci, którzy zwołali ten nieszczęsny sobór i promulgowali te złe reformy nie wprowadzili ich na mocy władzy Kościoła, za którą stoi autorytet władzy Chrystusa. Z tego słusznie wnioskujemy, że ich roszczenia do posiadania tej władzy są bezpodstawne, bez względu na wszelkie stwarzane pozory, a nawet pomimo pozornie ważnego wyboru na urząd papieski."

J.E. ks. bp Donald J. Sanborn

wtorek, 25 kwietnia 2017

Słowo prawdy - Ks. Marian Morawski SI

"Przegląd Powszechny", Tom 8, 1885 r. 

SŁOWO PRAWDY


KS. MARIAN MORAWSKI SI

PROFESOR UNIWERSYTETU JAGIELLOŃSKIEGO W KRAKOWIE

––––––––

Tak ciężkie przebywamy czasy, tak ołowiane niebo wisi nad nami, że trudno jaśniejszego na widnokręgu dopatrzyć się punktu, trudno się odjąć zmorze gnębiącej ducha. A jednak źle jest rozpaczać, jeszcze gorzej i brzydziej zobojętnieć na bratnie łzy; w jednym i drugim razie opadają ręce przed wyczerpnięciem ostatka sił. Ale chrześcijanin nie ma prawa do zwątpienia, bo w Boga wierzy – a naród nie ma prawa do opuszczania rąk przed wyczerpnięciem ostatka sił, bo jakżeż często w dziejach ten właśnie ostatek sił był ocaleniem.

Chyba ślepy nie widzi, że to ołowiane niebo zwiastuje burzę, w której wiele się zmieni i wiele zginie – a to tylko ocaleje, czemu Bóg rękę poda. Dla nas Polaków, których imię jest dzisiaj piętnem wyjmującym z pod prawa ludzkości, to powinno być i jest otuchą, że nie cierpimy dzisiaj jako buntownicy, rewolucjoniści, socjaliści, ale widocznie – mimo wszelkich zaprzeczeń prześladowców – jako katolicy, związani z tym, czego burze nie obalają; spełnia się w nas słowo księcia Apostołów: A żaden z was niechaj nie cierpi jako mężobójca, albo złodziej, albo cudzego pragnący; jeśli zaś jako chrześcijanin, niech chwali Boga w tym imieniu (1).

Jako katolicy, widzimy także dokoła zachmurzone niebo – ale już na tym niebie nie brak jasnych punktów, dla każdego oka widzialnych. Między innymi pociechami, jakie Opatrzność na te "dni złe" zachowała dla krzepienia i podnoszenia zgnębionego ducha, jest jedna – na którą obecnie zwrócić uwagę chcemy – jest to słowo prawdy, wypowiadane w naszych czasach z taką powagą, jasnością i zwycięską siłą, jak może od wielu wieków nie słyszano. Patrzymy dziś ze zbolałym sercem, może i z przestrachem, na te saturnalia ducha gwałtu i ducha kłamstwa, urągające prawdzie; ale też mamy za dni naszych takich papieży, jak Pius IX i Leon ΧIII, którzy raz po raz, z nieporównaną potęgą słowa, bez żadnej bojaźni ludzkiej, gromią wszystkie błędy, piętnują wszelkie bezprawia i prawdę jawną i promienną wysoko wobec całego świata trzymają – columna veritatis. Mamy taki episkopat, który nie szermuje mieczem, jak w średnich wiekach, nie oddaje się dworactwu i przepychowi, jak za odrodzenia, nie zasadza swej ambicji na niezależności od Stolicy Piotrowej, a zawisłości od tronów monarszych, jak od Ludwika XIV do Józefińskich czasów; – ale stoi twardo przy obowiązku pasterskim; głosi powierzoną sobie prawdę i z kazalnicy, i w prasie, i w parlamentach, i przed sądami, i w więzach; poczuwa się do sądzenia wszystkich wielkich zagadnień, jakie ludzkość obchodzą, z filozofii czy z polityki, z historii czy z nauki społecznej, o nich wszystkich głos podnosi, z podwójną powagą pasterstwa i uczoności; wyklina po imieniu przewrotne pisma, a wznieca i zasila dobre; staje często w pierwszym szeregu walczących z fałszywą nauką; a głosząc w ten sposób prawdę całemu światu, sam stoi jak jeden mąż, niebywałym dotąd w historii przykładem, przy najwyższej Stolicy prawdy, począwszy od aklamacji bulli Ineffabilis o Niepokalanym Poczęciu, aż do tego chóru dzięków i uznań, który powitał ostatni list papieski w sprawie kardynała Pitry – i dotąd jeszcze nie przebrzmiał. Mamy wreszcie, przy takich papieżach i takim episkopacie, całe zastępy świeckich synów Kościoła, prawych katolików, którzy prawdę od Pasterzy podawaną, równie śmiało i głośno wobec świata powtarzają, bez tych ogródek i zastrzeżeń, jakich w wieku Woltera sami obrońcy prawdy używali, którzy bronią jej nauką wobec fałszywej nauki, zastawiają wymową wobec przewrotnej polityki, zatwierdzają czynem i poświęceniem wobec niewierzących w szczerość przekonań, którzy wreszcie za cel życia i najszczytniejszy z zawodów obrali sobie być, w różnych stanach swoich, sługami prawdy. Daleko – powtarzam – trzeba się cofnąć w dziejach ludzkości, żeby znaleźć epokę, w której by prawda tak się zatwierdzała jak dzisiaj.

Żywot świętego Marka, Ewangelisty

(Żył około roku Pańskiego 68)


Dzisiaj składamy z radością hołd podzięki, czci i miłości świętemu Markowi, jako Ewangeliście naszego Zbawiciela drogiego, Jezusa Chrystusa. Głos jego jako Ewangelisty brzmi po dziś dzień od jednego krańca świata do drugiego. Najstarsze podania zawierają nieco wiadomości o życiu i działalności tego wielkiego Świętego w Europie, Azji i Afryce, ale nie zadowalają ciekawości naszego serca, o ile chcielibyśmy dokładnie poznać czyny tego pełnego zasług męża, który napisał drugą z czterech świętych Ewangelii. 

Święty Piotr (1 Piotr 5,13) nazywa go synem, niezawodnie dlatego, że go nawrócił i ochrzcił w pierwszy dzień Zielonych Świątek. Wymowa jego i gorliwość ku Jezusowi Chrystusowi skłoniły świętego Piotra, że go wziął z sobą do Rzymu w roku 42 jako towarzysza podróży. Przez to stał się święty Marek uczestnikiem nieśmiertelnej chwały, że dopomógł księciu apostołów do utworzenia pierwszej, najsławniejszej gminy chrześcijańskiej (Rzym. 1,8) w stolicy świata, przez co pogański Rzym zamienił w stolicę całego chrześcijaństwa. Kiedy Piotr w roku 49 zniewolony był powrócić do Antiochii, zlecił Markowi troskę i opiekę nad nowonawróconymi. On to na prośby chrześcijan rzymskich spisał, co Piotr im ustnie głosił, aby mieli życie i nauki Jezusa w ciągłej pamięci. Piotr po powrocie przejrzał to pismo, uznał je za zgodne z prawdą i nakazał, aby je odczytywano na zebraniach chrześcijan. Dlatego też Ewangelię tę nazywają Ewangelią świętego Piotra. 

Wielkie zasługi Marka dla Kościoła św. we Włoszech skłoniły świętego Piotra do posłania go około roku 50 jako apostoła do Afryki. Przybywszy do Libii, zjednywał dla Chrystusa miasto za miastem, prowincję za prowincją, aż do Górnego Egiptu. Świętość jego życia i sława jego cudów budziła wszędzie chęć zbawienia. Głównym celem jego posłannictwa była Aleksandria, drugie z rzędu, a pod względem ruchu handlowego pierwsze naówczas miasto w świecie. Kiedy przybył do Aleksandrii i podarte sandały dał do naprawy szewcowi Anianowi, zdarzyło się, że ten przy robocie przebił sobie palec szydłem i zawołał pod wpływem boleści: "Ach, jedyny Boże!". Zdziwiony tym westchnieniem, poślinił Marek zraniony palec i rzekł: "W Imię Jezusa niechaj się zagoi ręka twoja!" i rana natychmiast się zamknęła. Szewc podziękował i zawołał: "Zaklinam cię, mężu przez Boga zesłany, pozostań w domu sługi twego, albowiem okazałeś mu miłosierdzie". Marek odrzekł ze wzruszeniem: "Niechaj ci za to Bóg udzieli chleba niebieskiego i błogosławieństwo Boże niechaj tutaj zamieszka!". A na to Anian: "Kimże ty jesteś?". Marek: "Jestem sługą Jezusa, Syna Bożego!". Anian: "Chciałbym Go zobaczyć". Marek: "Pokażę ci Go", i zaczął głosić Boską naukę Jezusa, po czym Anian i jego rodzina uwierzyli i otrzymali chrzest święty. 

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Stanowisko Teologiczne Trydenckiego Bractwa Kapłańskiego - "Trento"

Znalezione obrazy dla zapytania monseñor martin davila gandara
Bp Martin Dávila Gandara

Poniżej zamieszczamy Stanowisko Teologiczne powstałego w 1993 r. w Meksyku Trydenckiego Bractwa Kapłańskiego (Sociedad Sacerdotal Trento), kierowanego obecnie przez biskupa Martina Dávila Gandara. (Red. Ultra montes.)

––––

Założone przez katolickich kapłanów Trydenckie Bractwo Kapłańskie wierzy i wyznaje w całości doktrynę, ogłoszoną uroczyście ustami prawowitych papieży, przywoływaną i potwierdzaną na Soborach Powszechnych, której naucza, i w którą wierzy jeden, święty, katolicki, apostolski i rzymski Kościół, doktrynę, która jest wyrazem nieomylnego Magisterium Kościoła.

W podobny sposób Bractwo, traktując jako świętą i uświęcającą każdego kierującego się jej nakazami, przyjmuje całość teologii moralnej i praktyki Kościoła, która służy osiągnięciu zbawienia wiecznego.

Msza święta, którą odprawiamy, a mianowicie Msza skodyfikowana i promulgowana na wieczne czasy bullą Quo Primum Tempore przez Jego Świątobliwość papieża Piusa V, jak i sakramenty, zgodne z Rzymskim Mszałem i Rituale, które administrujemy, są tymi samymi, jakimi posługiwał się Święty Kościół katolicki.

Trwamy, pozostając w jedności z całym Kościołem rytu łacińskiego, przy liturgii świętego papieża Piusa X, uwzględniając zmiany poczynione w rubrykach, jakie mocą swojego apostolskiego autorytetu, wprowadził Jego Świątobliwość Pius XII.

Żywot świętego Wojciecha, biskupa i Męczennika

(Żył około roku Pańskiego 950)

Przed lat tysiącem, w pierwszej połowie X wieku, leżał na pograniczu Czech i Polski warowny gród Libice, otoczony wokoło rozległymi i licznymi włościami.

Panem Libic był podówczas Sławnik, mąż znakomitego rodu, spokrewniony z królem niemieckim Henrykiem I, a matką Strzeżysława, krewna Dąbrówki, małżonki księcia polskiego Mieszka I. Związek ten pobłogosławił Pan Bóg siedmiu synami, którym nadali imiona: Sobiebór, Spicymir, Dobrosław, Poraj, Czesław, Wojciech i Radzim.

Wojciech był chłopięciem niezwykłej urody i nadzwyczaj żywej wyobraźni. Ojciec postanowił wychować go na rycerza, ale zamiar ten spełzł na niczym. Oto mały Wojciech ciężko zaniemógł. Gdy życie jego wisiało na włosku, zrozpaczeni rodzice postanowili ofiarować go Bogu, gdyby wyzdrowiał. Modły ich zostały wysłuchane, albowiem gdy zanieśli chore dziecię do kościoła i położywszy je na ołtarzu Najświętszej Maryi Panny, ponowili swój ślub, Wojciech na wpół już umarły przyszedł do siebie. Cud ten świadczył, że Bóg bierze go sobie za sługę.

Gdy Wojciech podrósł, oddali go rodzice w naukę duchownym, później zaś wysłali go na wychowanie do arcybiskupa magdeburskiego Adalberta. Arcybiskup wnet pokochał młodzieniaszka dla jego czystych obyczajów i wielkiej pilności w naukach.

sobota, 22 kwietnia 2017

Wigilia Paschalna w kościele pw. św. Gertrudy Wielkiej, West Chester Ohio (USA) - Wielka Sobota AD 2017


Św. Sotera i Kajusa, papieży i męczenników


Znalezione obrazy dla zapytania św soter i kajus
Soter, Włoch urodzony w Kampanii z ojca Konkordyusza, po św. Anicecie dzierżył przez 9 lat rządy Kościoła Chrystusowego. Szczególniejszą opieką otaczał tych, co nieszczęściem byli dotknięci albo dotkliwe znosić musieli ubóstwo. Rozmaitych wsparć udzielał nawet odleglejszym kościołom. W ten sposób dobroczynności Sotera doznawał kościół w Koryncie. Tamtejszy biskup Dyonyzy serdeczne do Sotera wystosował podziękowanie, pismo zaś papieskie w takim dla Koryntyan było poszanowaniu, że czytano je wraz z pismem św. Klemensa na nabożeństwach wspólnych. 

Soterowi też przypisują zakaz, aby kobiety ani dziewice Bogu poświęcone nie odważyły się dotykać naczyń kościelnych do świętej Ofiary przeznaczonych, chyba za wyraźnem pozwoleniem; jemu przypisują nakaz, aby duchowieństwo w Wielki Czwartek wspólnie przystępowało do stołu Pańskiego.

Sotera też zasługą zwalczenie herezyi montanistów, która za jego czasów zaczęła się pojawiać. Umarł około r. 177; Kościół czci go jako męczennika.

piątek, 21 kwietnia 2017

Trochę muzyki wielkanocnej i bonus usunięty przez reformę z 1955 roku


 

I. Najpierw piękna pieśń Salve festa dies, jeden z kilku słynnych utworów Wenancjusza Fortunata (autora m.in. Vexilla regis, Pange lingua), która swego stałego miejsca w liturgii Kościoła nie ma, ale bywa śpiewana podczas procesji przed Mszą w Niedzielę Wielkanocną. Tu tylko kilka zwrotek, całość można przeczytać w oryginale łacińskim i tłumaczeniu angielskim tutaj, natomiast tutaj kilka zwrotek po polsku. Myślę, że nie ma lepszych wykonawców chorału nad francuskie opactwo benedyktyńskie w Fontgombault, które tu śpiewa:

Czytaj dalej: https://pelagiusasturiensis.wordpress.com/2017/04/18/musica-paschalis-2017/

Żywot świętego Anzelma, arcybiskupa

(Żył około roku Pańskiego 1109)

   Święty Anzelm, jeden z najświątobliwszych i najznakomitszych biskupów dwunastego wieku, urodził się w Piemoncie we Włoszech, w mieście Aoście roku Pańskiego 1033. Był synem hrabiego Gondulfa i Ermerberii, pochodzących z najszlachetniejszych rodzin Lombardii. Po przedwczesnej śmierci matki uległ wpływom światowym i zszedł na bezdroża, co ściągnęło na niego gniew ojca. Po niedługim czasie zawrócił z tych zgubnych dróg, a że ojciec mimo to nie dał się przejednać, pociągało to Anzelma, wonczas szczerze już nawróconego, tym bardziej do Pana Boga. W końcu wyrzekł się znacznego majątku, a nawet ojczyzny, i udał się do Francji. 

Po dojrzałym namyśle wstąpił w roku 1066 do klasztoru beceńskiego (du Bec), reguły św. Benedykta, gdzie opatem był sławny z świątobliwości i nauki Lanfrankus. Po krótkim czasie wyrobił sobie w klasztorze taki wpływ, że gdy po trzech latach Lanfranka mianowano opatem w Caen, przeorem i kierownikiem klasztoru beceńskiego obrano jednogłośnie Anzelma. 

Trudno wypowiedzieć, z jaką ofiarnością pracował Anzelm, by jak najlepiej uczynić zadość obowiązkom. Wprawdzie kilku zakonników było niezadowolonych z jego szybkiego wyniesienia na godność przeora, ale jego słodka łagodność i rozumna troskliwość wkrótce potrafiła zamienić niechęć w życzliwe zaufanie. Młodego i utalentowanego, ale namiętnie opornego zakonnika Osberna tak umiał ugiąć pod jarzmo reguły zakonnej, że nie tylko z pokorą przyjmował napomnienia i upokorzenia, ale nawet prosił o nie jak o łaskę. Szkoła klasztorna doszła pod jego kierunkiem do takiej sławy, że Francja, Anglia, Belgia i Niemcy najlepszych synów mu nadsyłały, wskutek czego klasztor du Bec stał się zbiorowiskiem najświetniejszych talentów. 

czwartek, 20 kwietnia 2017

Michał Mikłaszewski: Który ryt jest właściwy? Kilka słów o Triduum Sacrum

     W ostatnich dniach obchodziliśmy Święte Triduum Paschalne i Święta Wielkanocne. Jak co roku, z tej okazji, widać było częste spory i podziały wśród Rzymskich Katolików Integralnych o to, która forma, który ryt jest właściwy. Spora część katolickiego duchowieństwa oraz wiernych uważa, że powinno się zachować obrzędy promulgowane przez Papieża Piusa XII w 1955 r., które weszły w życie w 1956 r., czyli tzw. "odnowiony" porządek Wielkiego Tygodnia (ryt używany powszechnie przez lefebrystów i indultowców oraz część sedewakantystów, np. bp Mark Pivarunas czy śp. bp Oliver Oravec, oraz kapłanów z nimi związanych). Część biskupów, księży i wiernych uważa jednak, że powinno się odprawiać ryt wcześniejszy, sprzed reformy w 1955 r., ponieważ ową reformę przygotował abp Hannibal Bugnini, modernista, mason 33. stopnia, twórca Novus Ordo Missae, czyli tzw. nowego porządku "mszy" ("nowa msza" Pawła VI).

Kto ma rację w tym sporze? Jak zwykle w takich sytuacjach, racja jest gdzieś po środku. Obie strony używają słusznych argumentów. Z jednej strony posłuszeństwo prawdziwemu Papieżowi, z drugiej zaś wierność odwiecznej liturgii Kościoła, przeciwko modernistycznym nowinkarstwom... Jakie zdanie jednak katolik w tej sprawie mieć powinien? Czy można potępić którąkolwiek ze stron tego konfliktu. Otóż nie! Nie można. Nie da się, zachowując zdrowy rozsądek i logikę, potępić którejkolwiek ze stron tego sporu. Każdy, kto tak czyni, absolutnie nie ma zmysłu katolickiego. Tak jak napisałem, obie strony po części mają słuszność. Nie wszystko bowiem, co w 1955 r. wprowadził Pius XII, było złe. Tak naprawdę żadna z tych zmian nie była wprost zła; tj. heretycka, niegodna, nieprawowita czy nieważna, a przez to godna potępienia, bo nie mogła być, ponieważ została wprowadzona przez prawowitą władzę - czyli katolickiego Papieża... Przeciwnie, niektóre zmiany były bardzo pozytywne i jak najbardziej należałoby je przyjąć, ale po kolei...